mar
16
2012

Michael Kenna: light and dark in time

Tym razem będzie surowo i ascetycznie. W ciszy i odosobnieniu. Sam na sam ze zdjęciami Michaela Kenna. Przed oczyma przestrzeń i cisza. Pierwszym razem niepokoi i denerwuje…
bo tak z marszu nie można. Trzeba się zwyczajnie uspokoić. Przystanąć. Kilka głębokich oddechów… om… om… om…. Koncentracja wzmocniona, myśli uporządkowane, umysł uspokojony zatem niech odprężającą wizualizacją będą fotografie Michaela Kenna.

Biel i czerń. I dwieście pięćdziesiąt sześć odcieni szarości. Do tego czas. Dużo czasu.
Czas na patrzenie. Patrzenie na czas. Jak pisał poeta:

“I światło chodzi jak lepka pszczoła po wszystkich przedmiotach
Telewizorach, szafach, okładkach płyt, książkach…” *

tak w przypadku naszego bohatera światło chodzi po wszystkich krajobrazach, drzewach, kamieniach, morzach, szczytach gór, chmurach. Autor zanim naciśnie na spust potrafi godzinami samotnie, cierpliwie patrzeć i wyczekiwać chwili aż przestanie być intruzem
a stanie się na częścią krajobrazu, wtopi się w dane miejsce. Tylko wtedy jest możliwa
ta decydująca chwila gdy zadzieje się ta jedyna w swoim rodzaju więź, znamienna symbioza pomiędzy fotografowanym (pejzażem) a fotografującym. Decydująca chwila na naciśnięcie spustu.

Spokojny (niewzburzony) kontemplacyjny stan umysłu fotografa przekłada się na specyficzne postrzeganie świata a w konsekwencji na wyjątkowe zdjęcia. Na ascetyczne, zdyscyplinowane kompozycje. Ulubioną porą autora jest wczesny świt, moment, w którym Ziemia wybudza się ze snu. Ten poranny spokój oraz cisza nastrajają go odpowiednio. Jest delikatnie i rześko. Niespiesznie, z wolna, w odosobnieniu, nierzadko w oparach porannej mgły Michael Kenna wyczekuje chwili. Tak jak wtedy np. w 2007 r. nad brzegiem jeziora na wyspie Hokkaido gdy godzinami obcował z upatrzonym kilka lat wcześniej drzewem.  W takiej właśnie niezwykłej aurze powstają te bezludne, magiczne pejzaże.

Oglądając fotografie autora ma się wrażenie, że starannie dobrany i wypracowany kadr jest tylko sugestią a szpik, sedno jest niewidoczne, ukryte gdzieś poza kadrem. Micheal Kenna lubi traktować swoje zdjęcia jak haiku. Jak mówi woli sugestię, niedomówienie od opowiedzenia wprost. Jego intencją jest aby fragmenty pejzażu składające się na kadr były pożywką dla ulotnych, refleksyjnych odczuć u odbiorcy. Stały się jego własną  interpretacją zbliżoną
do intencji autora. Jego językiem poezji jest długi czas naświetlania, dzięki któremu można „zamrozić” płynącą wodę, formować chmury w monumentalne zblur’owane kłęby, a ruchliwe miejsca pustoszyć.

Myślę sobie, że  facet jest od dzieciństwa z ustawionym długim czasem ekspozycji
i spojrzeniem ustawionym na nieskończoność. Dzięki czemu jest permanentnie światło
i światoczuły.

A dlaczego zabiera w plener Holgę? Bo ceni ją tak samo jak my za przypadkowość, subiektywność, nieobliczalność. Dlatego fotografowanie Holgą jest fascynującym eksperymentem.

 
*) Delikatnienie – Marcin Świetlicki

 

 

Podobne posty

O Autorze:

Miłośnik i propagator Holgi.

1 Komentarz + Dodaj komentarz

  • niekiepskie. zdjecia z ktorych wiekszosc pokazuje jak sfotografowac cisze (takie skojarzenie mam).

Zostaw komentarz

WP-SpamFree by Pole Position Marketing

ZNAJDŹ NAS:

Holga.pl. All rights reserved 2011. Kontakt: holga.pl@gmail.com
Projekt i wykonanie: www.StudioGraficzne.com